Koloryzacja
Nieśmiertelny blond
Teorie o powstaniu włosów koloru blond bywaja różne.
Niektórzy antropolodzy twierdzą, że pierwotnie wszyscy byliśmy ciemnowłosi, a pojawienie się jasnego koloru włosów i niebieskich oczu jest efektem walki samic o samców.
Można to wyjaśnić biorąc pod uwagę ówczesne realia życia. Mężczyźni mieli obowiązek zdobywać pożywienie dla rodziny, chodzili więc na polowania, podczas których często dochodziło do wypadków śmiertelnych. Kobiety siedząc w jaskiniach i czekając na powrót mężów ginęły znacznie rzadziej. W rezultacie było ich więcej i mężczyźni mogli wybierać.
Kryteria wyboru nie różniły się znacznie od dzisiejszych – wybierano
ładniejsze i różniące się od reszty. Panie starały się więc różnić od siebie ze wszystkich sił - w końcu samotna kobieta w tamtych czasach miała nikłe szanse na przeżycie. Tak powstały blondynki.
Według innej teorii blond włosy, jasne oczy i skóra to brak melaniny, która ludziom żyjącym w krajach mało słonecznej północy, nie była potrzebna. Melanina chroni naszą skórę i włosy przed skutkiem zbyt dużej ilości słońca, dlatego im bliżej równika, tym ciemniejszą skórę i włosy mają tamtejsi mieszkańcy. A popularność blond włosów polega po prostu na tym, że w wersji naturalnej są znacznie rzadziej spotykane niż jakiekolwiek inne.
Dowodem na większe przyciąganie blondynek z całą pewnością jest fakt, że od zawsze kobiety farbowały włosy na jasny kolor. W starożytności nacierano je maściami i balsamami zrobionymi z żółtych kwiatów albo posypywano je żółtym pudrem. Później korzystano z szafranu lub octu winnego, a średniowieczne elegantki z Rawenny we Włoszech potrafiły całe dnie siedzieć na słońcu w specjalnych kapeluszach, złożonych tylko z ronda, na którym układano ich włosy, by słońce je rozjaśniło.
Stosowano też napary z dziewanny, żarnowca i rumianku, a nawet roztworów kwasu siarkowego, co może i rozjaśniało, ale i paliło
włosy.
Jednak na piedestał wyniosło blondynkę Hollywood z Jean Harlow i najsłynniejszą – Marylin Monroe. Odtąd blondynka kojarzyła się także z kalifornijskimi plażami, słońcem, luksusem; zdobywała męskie serca na prawo i na lewo.
W dzisiejszych czasach według badań przeprowadzanych wśród amerykańskich kobiet, 84 proc. z nich wierzy, że "mężczyźni wolą blondynki". Równocześnie tylko 35 proc. respondentek ma taki kolor włosów. To dla nich Christophe Robin otworzył pierwszy salon służący wyłącznie farbowaniu włosów. W wytwornej rezydencji pielęgnuje i farbuje włosy najsłynniejszych gwiazd. - Gdy pytam klientki, czemu chce się
utlenić, słyszę w odpowiedzi: "Bo mój mąż ogląda się za blondynkami" - tłumaczy Robin. Kobiety są przekonane, że rozjaśniwszy sobie włosy, zwabią mężczyzn. Jakby ta barwa miała rozwiązać wszystkie ich problemy...
Jak wyjaśnia Robin: "Niektóre modelki, tracąc powodzenie, gdy występują już tylko w niemieckich katalogach bieliźniarskich, proszą, abym zmienił ich wygląd. Spełniam to życzenie, a ich kariera zaczyna się od nowa."
We wrześniu 2002 roku, telewizje amerykańskie ABC, CNN
oraz czasopisma brytyjskie obwieściły, że za 200 lat nie będzie już na ziemi naturalnych blondynek. Z komunikatu Międzynarodowej Organizacji Zdrowia (WHO) wynikało, że recesywny gen, któremu zawdzięczamy płowy kolor włosów, zaniknie około roku 2200. Na tę wieść rzesze blondynek i blondynów zgłosiły gotowość ofiarowania badaczom swych włosów w nadziei, że genetyka zapobiegnie tej klęsce.
Ale parę dni później WHO zdementowało fatalną nowinę: zanik blond-genu nigdy nie wchodził w rachubę. Na szczęście nie nadszedł jeszcze czas, gdy blondynkami będą wyłącznie przefarbowane szatynki, brunetki czy rude.




